wtorek, 27 czerwca 2017

Internet friendship #2

Ohayoo !
Czuję się jak zakłamany kłamca.
 Mamy już koniec czerwca, a ja dalej nie zrobiłam nic w kierunku ani:
- opowiadań
- wpisu o wycieczce
- wpis z imvu
Czy chociażby nawet nie zabrałam się za żaden z rysunków. To znaczy, rysowałam coś, ale za każdym razem uznawałam, że jest okropne, a następnie praca lądowała w koszu...
Jedyne miejsce, gdzie za cokolwiek się zabrałam to blog WKK. LINK!

Może się poprawie... może..

Postanowiłam zrobić kolejny wpis na temat internetowej przyjaźni.
Ale to nie będą znowu. wypociny o tym, że nie każda poznana osoba musi być pedofilem, że mimo kilometrów, ta przyjaźń jest dużo, dużo trwalsza... nie.
Już raz coś takiego pisałam, dlaczego miałabym się powtarzać? Co nowego bym niby wniosła? Tego jest pełno w internecie, a ja postanowiłam oddać tu cząstkę siebie, swojej historii, a każda historia jest na swój sposób wyjątkowa.
Nie robię tego wpisu bez powodu, od tak bo się nudzę. Bo nie mam o czym pisać. Przecież mam. Jest tyle rzeczy, które chciałabym umieścić na tym blogu, ale nie potrafię się w sobie zebrać.
Trochę jak wczoraj pod drzwiami do pokoju moich rodziców. Zacięłam się i koniec. Dalej nie pójdę...
Właśnie...

Wczoraj razem z Wiktorią i Julią postanowiłyśmy uczynić krok do przodu w kierunku naszego spotkania.
Kolejny krok naprzód w naszej przyjaźni.
Już nawet nie wiem, który to. Było ich wiele.
Począwszy od zakładania dla siebie różnych portali (GG, ask, momio...).
Dodaniu się na facebook'u, a na wczorajszej rozmowie kończąc jak na razie.
Można to nazwać zarazem czymś pięknym, ale też niezwykle stresującym. Nawet przed egzaminem gimnazjalnym tak się nie bałam. Ci, którzy mają internetowych przyjaciół pewnie mnie rozumieją. 
Najzabawniejsze jest to, że ten cały strach był niepotrzebny, a całe "ukrywanie" z tym przez 3-4 lata bezsensowne.
Ale zanim zacznę się na ten temat wywodzić, może opowiem jak to było...
(Posłużę się trochę tym, co już pisałam na asku).

Były może miesiąc, a może dwa do końca roku, kiedy my już zaczynałyśmy ustalać, że musimy się spotkać na wakacjach, a w tym celu musimy powiedzieć w końcu z rodzicom.
Rzecz jasna to był problem tylko mój i Julii. Mama Wiktorii wiedziała już od jakiegoś roku, a ta nalegała ją na spotkanie pewnie nie raz.
Pozostałyśmy my takie dwie, które kompletnie nie wiedziały jak się za to zabrać. Jak zgadać? Od czego zacząć?
Co, jeśli tego nie zaakceptują? Co, jeśli zabronią nam ze sobą pisać? A, jeśli nas wyśmieją? Będą chcieli sprawdzić nasze galerie, konwersacje? Jeśli nasze relacje jeszcze się pogorszą?
Do tego wciąż miałam w głowie słowa mamy, które niezbyt mnie zachęcały do tego.

"Ty z nikim już nie rozmawiasz. Chyba tylko z telefonem"

A na podstawie tego dorabiałam sobie własną wersję zdarzeń. Jak może na to zareagować...
np. "To tutaj sobie nie możesz przyjaciół znaleźć? Zawsze tylko z nosem w komórce i do ludzi nie wyjdziesz. Z nikim już nie gadasz."
Nie podobała mi się wizja tej rozmowy. Za każdym razem, gdy ją sobie wyobrażałam to odnosiłam wrażenie, że uzna mnie za nienormalną, jeszcze bardziej niż już czasem mnie ma. Czułam, że przy dziewczynach będzie milutka, a później czeka mnie "poważna rozmowa", która dobrze się dla mnie skończy.
Próbowałyśmy też zrobić coś na "spontanie". Jedna drugą wyganiała, gdy razem rozmawiałyśmy na Skypie: "Idź po mamę.", "No Julka idź", "Przyprowadź tatę", "Zobaczą, że nie jesteśmy pedofilami"...
Oczywiście to nie miało szansy na powodzenie. Albo za bardzo się wstydziłyśmy, albo pojawiały się inne "komplikacje".
I tak mijały tygodnie, a stres rósł, bo wiedziałyśmy, że na tych wakacjach musimy powiedzieć. Najlepiej na początku. Potrzebowałyśmy tylko dobrego pomysłu: W jaki sposób im o tym powiedzieć?
Zadając sobie to pytanie, błyskotliwa Jessie wpadła na pomysł. A gdyby tak, przyprowadzić rodziców i zadzwonić? Trzy razy tak! Wniosek przeszedł!
Był to ostatni tydzień szkoły. Wtedy nie odczuwałam tak jeszcze tego lęku. Zmieniło się to po zakończeniu, gdy zaczęłyśmy więcej o tym pisać. Mój żołądek z każdym dniem wyczyniał coraz to większe akrobację, zapętlał się aż ostatecznie powstał z niego taki supeł. Gdybym miała to zobrazować to wstawiłabym tu zdjęcie słuchawek od telefonu, po całym dniu  trzymania w kieszonce.
Za każdym razem, gdy pojawiała się wzmianka o rozmowie z rodzicami ręce się trzęsły. Ha! chciałabym, żeby to były tylko ręce. Czasem trzęsłam się cała, jakby w moim pokoju zaczęła spadać nagle temperatura. 
Ale też momentami czułam, jakby moje serce dostawało skrzydeł i samo chciało przelecieć wszystkie kilometry dzielące mnie z przyjaciółmi. Wznosiło się wyżej i wyżej, tylko po to, żeby zaraz upaść i z impetem uderzyć o ziemię. Ta z kolei przypomniała mu, żeby nie robiło sobie na darmo nadziei.
Już sama nie wiedziałam czego chce. Wszystkie emocję się ze sobą zlewały: radość, strach, stres, podekscytowanie...
Wmieszały się w to jeszcze: zauroczenie, przybicie, zawód...
BYŁAM JAK WIELKA BOMBA EMOCJONALNA ;-;
Tik-tak, tik-tak... Kiedy Jessika wybuchnie?
Czym ostatecznie wybuchnie?
To było naprawdę przedziwne uczucie. Takie łaskotanie w sercu, trochę jak podekscytowanie. Nie mogłam się doczekać. Bardzo chciałam to zrobić, ale z drugiej strony jeszcze bardziej się bałam.
Kiedy jechałam na imieniny babci, moje serce chciało wyskoczyć mi z piersi. W głowie miałam tylko ten dzień, tą jedną rozmowę. Tego dnia miałam wrażenie, że co by mi nie podali to zaraz wróci na talerz.. albo nie koniecznie talerz..




POCZĄTEK DNIA OSTATECZNEGO:

Wstałam i... co mogła zrobić Jessu?... od razu dorwałam się do telefonu.
Przywitał mnie niewielki spam od dziewczyn. Wniknęło z tego tyle, że rozmowa może się przesunąć, o trzy lub nawet cztery dni, o ile nie bardziej.
Wstyd mi się przyznać, ale poczułam swojego rodzaju ulgę. Mentalnie wciąż nie byłam na to gotowa. Moje zaufanie do mamy leży tak głęboko pod ziemią, że nie wyobrażałam sobie tej rozmowy zakończonej pomyślnie.
Jednak szybko sytuacja się "poprawiła". Rodzice wrócili wcześniej.
Musiałyśmy zacząć się przygotowywać.
Oczywiście miałyśmy nawet swój plan rozmowy...
  • Przedstawiamy się
  • Mówimy im, gdzie się poznałyśmy
  • Co to za strona (ewentualnie co to rp)
  • Później pytamy, czy chcą wiedzieć dokładniej, a w razie odpowiedzi twierdzącej:
    • Juls opowiada o tym, jak grałyśmy pod różnymi nickami i właściwie się nie znałyśmy
    • Ja mówię o stadzie lwów i pewnie początkach watahy
    • Wiku mówi o "etapie 3 i 4", czyli o watasze oraz całej reszcie
  •  Ewentualne pytania
  • Mówimy, że chcemy się spotkać
  • Proponujemy im wspólną rozmowę i zostawiamy samych
 Wszystko wstępnie było przewidziane na godzinę 18:00.
Razem z Julką przez ten czas umierałyśmy, wymyślałyśmy jak zginąć. Nawet pytałyśmy chłopaków, którzy lekką mówiąc, mięli nas trochę... gdzieś. Qu oglądał anime, Disza głównie pieprzył o budowlance...Super..
Ledwo się trzymające poszłyśmy na osu...

GODZINA OSTATECZNA:
Musiałyśmy już iść po rodziców. Nadszedł ten czas. Dochodziła osiemnasta, godzina naszego prawdopodobnego zgonu.
Spanikowałam. Wciąż nie byłam na to przygotowana, a z nerwów zaczęłam sobie żartować. Chyba przez śmiech chciałam pozbyć się strachu, rozluźnić się... eh. Jak przyszło co do czego, nie pomogło.
Poszłam na górę. Miałam nadzieję, że rodzice będą tam oboje. Pomyliłam się,  dlatego stanęłam przed drzwiami jak wryta z telefonem w ręku i nie wiedziałam co dalej.
Sama nie potrafiłam posłuchać swoich własnych rad.
Pamiętam jak serce łomotało mi jak oszalałe, a nogi miałam jak z waty. Słabłam na schodach... z nerwów. Byłam pewnie bledsza od ściany na korytarzu...
Wolałam uciec niż odwiedzać smoczą pieczarę, ale też chciałam tam wejść i mieć to już za sobą, jednak miałam jakąś blokadę. Nawet jeśli znalazłabym się już w środku to pewnie nic bym z siebie nie wykrztusiła i poszukała jakiejś wymówki...
Więc ustaliłam, że poszukam najpierw taty, a jego wyśle do mamy.
Taki ze mnie tchórz... Słaby żołnierz...Dezerter.
Byłam pewna, że tata siedzi w swojej "pracowni". Nie wiem jak najlepiej nazwać to miejsce.
Komórkę zostawiłam na bagażniku samochodu, a sama poszłam na "rozmowę".
Wyglądało to tak:
Jessu podchodzi... Otwiera drzwi, a przy tym jedną nogą odgania psa, żeby tam nie wszedł i woła.
Przychodzi tata... Patrzy na mnie wzrokiem "O co ci chodzi?", a ja nie przemyślałam tego i zaczynam się dukać.
J: *Patrze tak na niego* Możesz się ubrać i pójść po mamę?
T: Ale co chcesz?
J: N-no, bo chciałam, żebyście z kimś porozmawiali... *dukająca się ja*
T: *Patrzy na mnie jak na upośledzoną śmiejąc się* O co ci chodzi? Teraz?
J: No.. czekają..
T: *Po chwili męczenia idzie*


Gdy on poszedł po mamę, ja zeszłam na dół do komputera, żeby odebrać. Byłam spięta. Przed sobą miałam tylko Wiktorię i jej mamę. Musiałyśmy czekać na Juls.
Ja. W jednym pokoju. Z rodzicami. Oni nie mieli pojęcia, co ja odstawiam. Tym większy stres.
W końcu poprosili mnie do kuchni, żądając więcej wyjaśnień, a że ja wciąż byłam owładnięta stresem to zbyt wiele też im w sumie nie powiedziałam.
"To jest Julia. To Wiktoria. Julia jest z Łodzi, a Wiktoria z okolic Mielca. Znamy się trzy lata i chce spotkać" ~ tyle dowiedzieli od jąkającej się dziewczyny

Byli roześmiani.
Dalej nie wiem, co ich tak bawiło.
Tata stwierdził, żebyśmy sobie planowały i poszli na górę.
...
Cała ta sytuacja właściwie śmieszyła nie tylko moich rodziców.
Z rodzicami Julki było podobnie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tak... Co tu więcej opowiadać?
Może nie wszystko poszło po naszej myśli...
Co ja piszę? Właściwie nic  nie poszło tak, jak sobie to zaplanowałyśmy, a mimo to rozmowa zakończyła się pomyślnie.
Chociaż liczyłam, że jednak usiądą, porozmawiają sami ze sobą. Być może nawet lepiej się poznają, a dzięki temu, prędzej się spotkamy we trzy. Jednak dla nich ta rozmowa była czymś zbędnym.
Naszej historii również nie poznali. Trochę to przykre, bo ona sama w sobie jest piękna przynajmniej dla nas.
No cóż.. nie można mieć wszystkiego.
Zaakceptowali naszą przyjaźń. W kwestii spotkania nie było stanowczego "nie", a to chyba najważniejsze. Prawda?
Naprawdę nie było tak źle, jak każda z nas to sobie wyobrażała.
Cały strach, stres... wszystko to było zbędne.
Śmiesznie, nie?

Nie wiem czy ta historia, a raczej jej krótki i nieudolnie spisany fragment mogłyby by komuś pomóc.. czy nauczyć czegoś...
Nie powiem wam przecież "Nie bójcie się, bo nie ma czego".
Stres zawsze będzie.
Każdy rodzic jest inny.
Każdy może inaczej zareagować.
Zawsze jest się czego bać... Ludzie boją się nieznanego.. To.. naturalne..
Zaczynam już mówić od rzeczy...
Po prostu.. Starajcie się nie przejmować aż tak ich reakcją, bo tak właściwie nawet jakby chcieli to nie dadzą rady zabronić wam ze sobą pisać.
Jest mnóstwo portali społecznościowych.
Gier.. a jeśli znacie się długo to pewnie macie zapisane gdzieś swoje numery, więc... takie zakazywanie nie ma sensu.
Powiedzą wam, żebyście usunęli facebook'a? I tak założycie nowe.
Zmienią wam numer? Bezsensu.. Strata czasu...

Chociaż właściwie sama dalej nie wiem jak to się potoczy.
Zgodę na spotkanie wyraził tylko mój tata, natomiast mama chyba wolała zapomnieć o sprawie. Jak na razie nie wspomniała nić.
Po całej "akcji" jedyne co od niej do końca dnia usłyszała to: "Daj psu wody". Tyle..
Yhm, a ten śmiech wyglądał bardziej jak "Moje dziecko zwariowało! Pomocy, bo nie wytrzymam. Chyba upadła na głowę!"
Mimo to jestem pozytywnych myśli. Pierwszy raz, aż tak bardzo w coś wierzę.
Powiedzieli, żebyśmy same planowały? Challenge accept <3 !



"Kiedyś poznałam cię przez przypadek.
Teraz chcę, żebyś przez przypadek został w moim życiu na zawsze" 


"Przyjaciółki to takie dwie idiotki, których nikt nie rozumie... A one rozumieją się nawet bez słów!"


"Blisko czy daleko
SIOSTRY
Zawsze zostaną połączone sercem"



Trzymajcie się!
~ Jessu Karola

niedziela, 28 maja 2017

Wpis poświęcony fotografii.. ~ Łeba

Hello meine karpie <3 !
#Poldeuglish_Forever
Czy  coś..

Mówiłam, że jak robię kilka wpisów w niedalekich odstępach to potem długo mnie nie ma i nie potrafię zabrać się za pisanie... Jak widać dwa pod rząd wystarczą.
Miałam pomysł na jeden, który bardzo chciałam zrealizować, ale czasu mi brakło.
Wygląda to tak, że w tym tygodniu również, gdzieś mi ucieknie przez poprawki. Koniec roku, wybór szkoły, dobre świadectwo i te sprawy... Dlatego dwa pozostałe wpisy pojawią się z dużym opóźnieniem raczej..

Soo.. Przez 3-4 dni praktycznie nie było ze mną dobrego kontaktu tak właściwie to go nie było, tylko od czasu do czasu wysłałam coś głupiego poszczególnym osobą., gdyż iż ponieważ byłam na wycieczce. Gdzie? Najprościej i najszybciej będzie chyba powiedzieć, że na Pomorzu, głównie trójmiasto.
Dzisiaj dużo się ode mnie nie dowiecie, bo piszę bardziej na siłę.
Jestem leniwa.
Nic mi się nie chce.. Chociaż w sumie chce.. spać.. ewentualnie zajadać się żelkami, a potem narzekam, że mi dupa rośnie.. 
Ale też, dlatego że pierwszego dnia nic takiego się nie działo. Możliwe, że powodem tego było niewyspanie moje, Pauli, jak i w sumie reszty.
Jedenaście a może dwanaście godzin jazdy autobusem - Kill me please.. !
Jedyny, odpowiedni komentarz.
Nie mogłam zasnąć, bo było mi nie wygodnie, a jak już się ułożyłam i wydawało mi się, że to będzie odpowiednia pozycja to za parę minut tyłek zaczynał mnie boleć i tak się nie dało... Albo, jeśli już udało mi się już zasnąć to jak nie ręka mi drętwiała to postój, a potem wszyscy rozbudzeni gadali albo te wyboje w Łodzi (wtajemniczeni zrozumieją).
Więc o ile w nocy mało co spałam, tak później nadrobiłam w dzień, w między czasie słuchając o aborcji, anime, robieniu mydła.. a i pakowaniu kogoś do okienka życia, znaczy sześciu różnych okienek i do każdego po jednej części ciała (Jego mogłabym tak wpakować, pokroiłabym go tą jego kosą i byłby na reszcie spokój c':).

*Postój*
*Wszyscy nie wyspani, stoją jak żywe trupy, nawet nauczyciele mają dość*
*Takiego jednego debila na tyłach nosi, a przez niego trzy dziewczyny i cały autobus musi słuchać jak grają w czółko*
P: Wywalmy go przez okno.
J: Czy młotek jest właśnie na takie sytuacje awaryjne?
P: Tak
J: *Snuje swoje plany: "Kacpełkuu! Mam dla ciebie kołysankeee! Będziesz lulał na wieki!"*

Z początku byłam pełna energii i pozytywnych emocji.
(Myślałam, że na wycieczce jodem się naćpałam, ale to chyba jednak kocyk dawał nam te pozytywne "wibracje" albo to było kopanie patologii z tyłów).
Może już wtedy potrzebowałam snu, bo mówiłam o układzie planetarnym... Żeby nie rozpisywać się na temat głupoty w autobusie to powiem tylko, że od dzisiaj mówi się "Jesteś wzruszający jak poduszka". To bardzo dobry komplement! A jeśli ktoś się obrazi to znaczy, że się nie zna! Hmpf!
Tak.. poważnie płakałam przez poduszkę. Tyle w temacie.
Widoki za oknem wcale nie pomagały w późniejszym niezaśnięciu - rzepak, las, rondo, wiatraki i znowu morze rzepaku...

*Wszystko co podziwiałam większość dnia.. nie uchwyciłam rzepaku ;u;*
"Tereny płaskie jak dziewczyna Patryka"

Jak można przeczytać w tytule, pierwszy dzień to była Łeba. Tylko Łeba.
Piasek, woda, parę mew i znowu piasek, piasek i więcej piasku w moich butach ~ opisałam wam właśnie nasz cały dzień.
No dooobra.
Było bardzo wietrznie, a niemądra Jessu żeby nie użyć gorszych obelg stwierdziła, że pójdzie w rozpuszczonych włosach, bo to w końcu tylko plaża. 
I tak właśnie mnie wydmuchało, że aż jeden kosmyk włosów zaczął mi lewitować.
Zdjęcia nie dam, bo moja mor.. twarz jest tam bardziej krzywa niż zwykle, mimo że chowa się za telefonem.
Ogólnie stwierdzam, że pogoda się udała i to bardzo.
Nie przewidziałam, że będzie tak pięknie i brakło mi koszulki z krótkim rękawkiem na ostatni dzień.
Jedyne co bym zmieniła to współlokatorki w pokoju.. Chciałyśmy być w 3-osobowym z Klaudią - dziewczyną z 1a (?), która z nami chodziła, ale pokoi brakło i wylądowałyśmy w szesnastce, czyli największej patologii, bo to u nas zbierali się chłopaki.. po czym chowali się po kątach pokoju.. a dziewczyny podrywały naszego wychowawcę.. Także ten no..
[Chyba zdziwienie nauczycielki jak zobaczyła mnie i Paulinę w jednym łóżku nie było najgorsze..]
I też dlatego kontakt był ze mną taki, że go nie było, bo prąd nie wyrabiał z ładowaniem telefonów c':

A teraz jakże fascynujące zdjęcia plaży... i może z dwa filmiki:



Nie chciało mi się usuwać rozmów... Przepraszam to tak trudno pobrać program do tego ;-; !
I jeszcze sorry za moją dłoń w jednym momencie, ale chciałam poprawić tel i zapomniałam o kamerce.. ups?



Może jeszcze dla urozmaicenia, bo więcej nie ma co wysyłać piachu..
Znowu wracam do robienia bezsensownych zdjęć! 



Oczywiście mówiłam, że na wycieczce kupię książkę..


I Puszełek dla osłody:


MUSIC:





~ Jessu Karola

sobota, 6 maja 2017

Jajecznica ze szczypiorkiem! #1

Konnichiwa!
Jak obiecałam tak jestem.. o dziwo po trzech dniach.
Nie cieszcie się tylko, bo jak piszę zbyt często, to potem są takie długie przerwy.
Na wstępie, w poprzednim wpisie zapomniałam dodać, że w między czasie założyłam kolejnego bloga, którego tematem głównie miało być CM, ale że ta gra chyba już całkiem wymarła (a przynajmniej ja nie mogę na nią wejść na żadnej przeglądarce) to jest o Imvu!
Można zapoznać się tam z moją patolą, o której kiedyś tu może wspomnę. 
LINK! 
Tak więc zapraszam, ale nie odpowiadam za wszelkie uszczerbki na waszej psychice oraz tygodniowe załamanie po przeczytaniu tego.
Na tym blogu w galerii znajdują się wszystkie zdjęcia z imvu, jakie były na tym blogu.

Ona poleca:

Widzicie? Aż brak słów!
A dzisiaj mam dla was cytaty z Jet Crew!!
Na początek mój ulubiony cytat Frosty'ego:

"Frosty: Chcecie zobaczyć go martwego...? Nie, nie posunąłbym się do tego... *Wzrok na Craze'a* Zacznij uciekać... Raz.."

Gra w szarady:

*Frosty pokazuje liść*
Craze: Pomarańczowy... klon.. liść.. roślinka.. 
 *Frosty podnosi różę, wskazując na płatki*
Craze: Kwiatek! Róża! Płatek, płatek, płatek!!! Kwiatek! Um... roślinkaaaa... fotosynteza, biologia? Nie wiem! Pieprzyć to, nie jestem biologiem! 
*Frosty nie wytrzymuje*
Frosty: CZERWONYYYY!!!!!!
*Zaczynają się zachodzić ze śmiechu*
Frosty: Kurwa, kolor czerwony! *Rzuca kwiatka* Ty pieprzony...
Craze: Czerwony! Czerwony!
Frosty: Jak to odgadłeś? Powiedz mi kurwa, jak to odgadłeś?! Ha? Pomiń to!
*Craze dodaje sobie punkt (?)*
Frosty: Wiesz co? Spierdalaj!
*I obaj w śmiech*


Kategoria: filmy 

*Frosty robi sobie rogi, żeby pokazać diabła*
Craze: Byk! Diabeł!
*Teraz Frosty pokazuje na siebie*
Craze: Diabeł... Sparta... penis...
Frosty: *Pokazuje na siebie oburzony* To jest Sparta?! Sparta penis? Devil inside! 

*Frosty pokazuje "x" z palców*
*"xXx (Triple X)"*
Craze: Krzyż, x? X-man!  X-files! Wolverine! 
*Frosty: wtf?*
Craze: x, x, x... x
*Frosty pokazuje trzy*
Craze: Trzy x.. x 4.. x 3... xbox 3! 
Frosty: To film!
Craze: X-man!!
Frosty: NIE!
Craze: Expendables! 
Frosty: NIEEE!
Craze: eks.... ekscytujący! X... xxxxx... sex! Pornhub 3! 3 x! 
*Frosty nie wie czy ma się śmiać, czy płakać*
Frosty: Pomijaj! Nie zgadniesz! 
*Chwilę później*
Frosty: To było Potrójny X! 
Craze: Powiedziałem potrójny X!
Frosty: Nie! Powiedziałeś x 3! Powiedziałeś potrójny X porno! 


Kategoria: zwierzęta

 *Craze zaczyna wydawać dziwne odgłosy, próbując udawać bobra, gryzącego drewno*
Frosty: Lodziarz! 
Craze: Co?
Frosty: Lodziarz!

 *Frosty ryczy*
Craze: Lew! Tygrys! 
Frosty: Są takie kabriolety!
Craze: Dodge.. ram
Frosty: Od nazw zwierząt!
Craze: Nissa... Toyota!! O kurwa, zapomniałem! Pieprzony kutas!! Czy to kutas?
Frosty:  *kopie fotel* Pieprzony jaguar!!!! 
Craze: Powiedziałem jaguar!
Frosty: Nie powiedziałeś! Powiedziałeś "pieprzony kutas".
Craze: Z Toyotą byłem blisko
*Frosty załamka*
  
*Frosty pokazuje na swoje jaja*
Craze: Robić siku! Małpa! Robić siku! Siku! Ee... ssać! Jaja! Kurwa nie wiem, KURWA! 
Frosty: Paw! (Peacock)
Craze: Ooo paw... 
Frosty: Sikam (pee) i wskazuje na pitola (cock). Paw!
Craze: Ale kurwa jesteś innowacyjny! 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
 Gdy postanawiasz założyć skype i okazuje się, że twoje karpie też mają, więc patologia przechodzi na nowy portal:

POZDRAWIAM PTASZNIKI :3!
Muzyczka: 


I to z rozkazu Lilu xD


 
~ Jessu Karola

środa, 3 maja 2017

Jeszcze żyje... chyba...

 ... to, że moja dusza jest martwa się nie liczy. Jestem hybrydą demona z wilkołakiem, pomęczycie się ze mną trochę skarby...
No więc tak... minęło prawie sześć miesięcy od ostatniego posta. Tak przynajmniej twierdzi moja matma, a przynajmniej to, co z niej zostało.
Poprawcie mnie, jeśli się mylę...
Być może to i siedem jak twierdzi Lilu.
Raczej tak jest, bo jeszcze nie dostała tego raka ode mnie i Juli.

PRZEPRASZAM NO, LENIEM JESTEM! 

Przyznam, że w tym czasie zabierałam się do jakiś tam wpisów, ale nic z tego nie wyszło. Jeden nawet ładnie się zaczynał: "Cześć wam... ponownie... po, praktycznie jakiś trzech miesiącach?". Jednak nie potrafiłam nic z siebie "wykrzesać" i tak się skończyły moje dobre chęci.
Wyszło z tego tyle, że moją jedyną aktywnością tutaj przez ten czas było usunięcie niektórych starych postów nic wam nawet nie mówiąc, bo... bo nagle wszystkie słowa z mojego słownika się ulotniły i nie umiałam się ładnie i składnie wypowiedzieć.
Każda moja próba kończyła się porażką, że tak to ujmę. Dlaczego? Sama chciałabym wiedzieć. Taka dziwna blokada twórcza. Jakby do napisania takich kilku prostych zdań była bardzo potrzebna.
Czy będzie mi to wybaczone, czy też nie zależy od was. (Na stos z nią! Na stos! Wiedźmaaaa!!)
Minęło tyle czasu, że zastanawiam się, czy ktokolwiek pamięta, że istnieje taki zakamarek w internecie.
Zaglądał tu ktoś w ogóle? Hm? Pewnie nie.
Ah.. Pozdrawiam użytkownika, Sylwester Stalovy, który piątego lutego zgubił się w internecie i trafił w moje skromne progi, poprawiając mi tym poniedziałkowy poranek. Uśmiechnęłam się czytając jego komentarz... miło.
Am, hm.. um... noo..
Czemu moją osobę tu znów przywiało? Co nakłoniło mnie do powrotu?
Chyba po części moje humorki, bo od kilku dni bardzo chciałam coś napisać.
Jakoś tak potrzebowałam tego...?
A teraz, gdy w końcu się do tego zabrałam, moje serduszko skacze uradowane, a palce same błądzą po klawiaturze, przelewając w nią moje myśli.
Cieszę się, że udało mi się przezwyciężyć na ten moment mojego, wewnętrznego lenia i postaram walczyć się z nim częściej. Przy dobrych wiatrach uwolnię swoją "wenę" i zaleje was postami. A, że jestem dość humorzasta to słuchając teraz jakiejś piosenki mam ochotę się rozryczeć..
Więc.. to chyba tyle z moich wyjaśnień (?).
JEŚLI KTOŚ TU DOTARŁ MOŻE ZOSTAWIĆ COŚ PO SOBIE W KOMENTARZACH :'3
A co? Też pobawię się w takiego raka typu "Zostaw like/superke".

Eeeh.. szykowałam na dzisiaj coś innego, ale ten wstęp wyszedł, aż za długi..
O czym mogłabym wam opowiedzieć, żeby ten wpis nie był taki nudny i żałosny? Co ja mówię, żałosny zawsze będzie. Jaki pan taki kram, prawda?
Moje geny idą w wpisy i ebola się szerzy...
Hmm.. może chcecie posłuchać o tym jak nauczycielka stwierdziła, że szykuje zamach? Niee...
A może o moich cudownych przygotowaniach do bierzmowania? Albo egzaminach? Nie, no co wy..
Moje życie wieje nudą.. kto by chciał słuchać..?
O moich ostatnich zdobyczach? Też nie... jeszcze ich nie przeczytałam bidulki, poczekacie trochę.

Ktoś: A może powiesz w końcu, dlaczego tak postów ubyło?
Dobre pytanie!
O tym mogę powiedzieć.
Była sobie mała, słodka i naiwna Jessu, która przypadkiem wkroczyła w świat internetu i całkiem przypadkiem założyła bloga, a że była mała to i głupia to ta głupota szła we wpisy.. I tak sobie dorastała w tym świecie z przyjaciółmi, a wraz z nią jej posty. Jej poziom wznosił się, a zaraz potem szybko upadał na ryj niczym Flard.
Niestety pisała je, bo pisała, a jakość na tym cierpiała... Nie dało się ich czytać, bo były tak bardzo dziecinne. Jednak robiła to dalej, bo czerpała z tego satysfakcję.
Któregoś dnia coś w Jessice umarło - jej urocze i głupiutkie, jak ona sama, serduszko zostało zranione. Trzynastoletni/czternastoletni Jessik był bardzo przywiązany do swojej.. tak właściwie pierwszej miłości [takiej pierwszej bardziej prawdziwej, powiedzmy].
Parę osób mówiło, że "on" zabrał te jej lepszą część.. Hm.. Jednak tak się złożyło, że w tym czasie zaczęła powoli dojrzewać. Miała jakiś tam progres, a co za tym idzie gdzieś zniknęła ta jej dziecinność.. I trochę zgubiła się ta "uroczość".
Dlatego ten blog już mało pokazywał tej prawdziwej jej..
Ale części postów było jej szkoda, dlatego je zostawiła. Trochę też dla wspomnień..

Oto i cała historia w takim dużym skrócie.
Żeby nie było, trochę tej "uroczości" jest we mnie nadal, ale nie tyle co wcześniej i na pewno nie wylewam jej już wszędzie.
Jeśli wytrwał*ś do końca to masz ode mnie dużą truskawkę!
Oczywiście TRADYCJA <3

Dziękuje eboli Qu .-.
Poza tym...
"Jajecznica ze szczypiorkiem,
 It's like your tongue has to learn"


~ Jessu Karola

niedziela, 20 listopada 2016

"(..) Jedna dusza w dwóch ciałach"

No, hello c:
Także ten, po raz kolejny w życiu nie wiem, jak zacząć wpis... Cóż... Więc.. Noooo... Długo mnie tu nie było prawda? Jednak to tylko kilka dni albo tygodni. W każdym razie miałam dłuższe "przerwy", ale jak już to mówiłam SZKOŁA.
W sumie, brak weny też się przyczynia... Który w tym momencie mi doskwiera 


Btw, awww w końcu na blogspot są emoji... Teraz może nie będą mi wyskakiwać pytajniki, za każdym razem jak jakąś dodaje 😀 💩 🙈 😏

Dzisiaj chciałam popisać o jednej z najlepszych rzeczy jakie mogą spotkać człowieka. Nie, wcale nie mam na myśli miłości, chyba że właśnie takiej.. "przyjacielskiej", Jest w ogóle takie określenie XD?, bo to właśnie mieć przyjaciela i cieszyć się czasem spędzonym z nim to ten największy skarb, czyż nie 💖?
Przyjaciel to osoba, która rozumie cię praktycznie bez słów. Nie przeszkadza mu jak wyglądasz, nie zacznie cię wyzywać, za twoje zainteresowania. Możesz z ryja być jak "pół dupy zza krzaka" jakby to powiedziała pewna osoba i co z tego? Przyjaciel nie będzie cię przecież za to oceniał a nawet pociśniecie z siebie nawzajem bekę... z siebie nawzajem..


"Ty.. chujoledziu!"
"Kutasumie!"
"Ciporągu"
"Ty tamponie zły!"

Dla niego liczy się to co wewnątrz, a nie na zewnątrz. Nie ważne czy jesteś gruby czy chudy, z miasta czy ze wsi, piękny czy brzydki, niski czy wysoki... W przyjaźnie nie ma to żadnego znaczenia.
Przyjaciel to osoba, która pomoże ci w każdej sytuacji, nie zostawi cię na lodzie, wesprze jeśli tylko tego potrzebujesz. Praktycznie zawsze znajdzie dla ciebie czas, nawet jeśli nie ma zbyt wiele dla siebie. Możesz pisać/rozmawiać z nim godzinami, a i tak nie masz go dość...
Oni są po to, żeby wywoływać na naszych twarzach uśmiechy, ale też łzy, tylko nie smutku, a szczęścia. Ubarwiają nasze życie i dzięki nim, nigdy nie jest nudne.
Dla mnie to po prostu moje złote duszyczki, które nawet gdy nie wiedzą co powiedzieć to, samą swoją obecnością i staraniami w większym lub mniejszym stopniu poprawiają samopoczucie. Duszczyki, z którymi nawet najprostsze czynności to wielkie przeżycia.

Nieskończona dawka śmiechu, patologi, niesamowitych historii oczywiście dla nas, bo reszta nie jest w stanie pojąć tej głupoty.
Bywają też gorsze momenty.. Ale po paru rozmowach, wymianach spostrzeżeń i rad jesteśmy w stanie wspólnie dojść do jako takiego rozwiązania lub chociaż łatwiej to znosić..
A najbardziej zaskakujące jest to, że zawsze znajdzie się jakiś temat do rozmowy... Z najlepszym przyjacielem, możecie obejść Ziemię dookoła, a gęby nie będą się wam zamykać 👌

A teraz nasuwa się pytanie... Czy internetowa przyjaźń istnieje?

Ależ oczywiście! Mimo, że na ten temat są różne, sprzeczne opinię to jak najbardziej jest ona możliwa i istnieje, a co najlepsze może okazać się bardziej trwalsza niż z kimś z twojego otoczenia.
To tylko kwestia podejścia do tego i tej.. mocnej wiary.
Co prawda mówi się, że nie zawsze dana osoba, może być kimś za kogo się podaje. Też racja. Z początku pewnie nie powinno się przesadzać z zaufaniem do nowopoznanych posób, ale czy podobnie nie jest w relacjach "na żywo"? To też nie znaczy, że każda napotkana w internecie osoba to pedofil, który się na ciebie czai.
Juli jeszcze się na mnie jak widać nie rzuciła, mimo że to wróżka zboczuszka... 😏
Jak dla mnie w takiej przyjaźnie po prostu trzeba być bardzo wytrwałym i ciągle wierzyć, że kiedyś z naszą przyjaciółką/przyjacielem się spotkamy, prędzej czy później. Na to trzeba też dużo siły, co sprawia, że jest jeszcze piękniejsza. 
No, ale jak to się mówi: Kilometry? Nie istnieją! Jak mój mózg
Więc... nie mam pojęcie, co mogę napisać jeszcze o przyjaźni...
Oczywiście są też fałszywi przyjaciele, a to już bolesna sprawa, jakaś osoba, można powiedzieć jest dla ciebie wszystkim, ale ty dla niej nikim i udaje tylko, że cię lubi. Fałszywe uśmiechy, słowa, gesty...
Jednego dnia miłe słowa, a drugiego obgaduje cię i wbija nóż w plecy... Eh... Ale zakłamani ludzie znajdują się wszędzie, prawda? Więc, czy to powód do rezygnacji? Poddania się z szukania swoich bratnich dusz, tylko przez zły "start"?


Dlatego, teraz jedyne co mogę zrobić to...
Dedykacja dla: Juczi, Liliś i Pauli x3
Dziękuję, za to ogólnie, że jesteście.
Że zawsze mogłę na was liczyć, mimo że czasem potrafiłam się żalić godzinami to byłyście w stanie tego słuchać ;-;
Za wszystkie nasze "głupawki" 😜😏
Przegadane godziny 💬
Za wszystkie wspomnienia, które prędką nie uciekną i oczywiście, których jeszcze przybędzie 😋
Za to, że pisząc z wami nie potrafiłam się nie śmiać 😂
Że dzięki wam, mam w sumie po co istnieć 💕
Jesteście jak moje adoptowane siostry
Za waszą szczerość!
Też za to, że z wami mogę się dzielić najgłupszymi pomysłami x3
I jeszcze pewnie mogłabym wymieniać..


~ Pozdrawiam jeszcze Julkę, która namówiła mnie do tego wpisu.. ~


"Rzeczy zmieniają się wokół nas, zmieniają się także i ludzie, którzy zniżają się do poziomu rzeczy,
ale nie zmieniają się przyjaciele, co udowadnia,
że przyjaźń to coś boskiego i nieśmiertelnego"
 

 "Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem"


"Kim jest przyjaciel? To drugie ja" ~ Władysław Grzeszczyk

 Przepraszam wpis marny, ale brak jakiejkolwiek weny się mnie trzyma ;-;


~ Jessu Karola

piątek, 7 października 2016

Ciekawostki o mnie #2

Hiiiii!
Moje żelko-nutko-misio-kotki, czy jak tam jeszcze na was mówiłam, witam ponownie na tym, jakże interesującym, wcale nie rakowym blogu. Ah, mam nadzieję, że czujecie ten sarkazm :')

Dzisiaj postanowiłam, że zrobię ciekawostki o sobie, ponieważ nie mam ochoty, jak i czasu na nic innego, a to w sumie pisze się mi całkiem przyjemnie, taki luźny wpisik. Ale zanim to, chcę sobie zarzucić takim infem. Mianowicie:
Zapraszam was na blog mój i Pauliny: Stories [LINK]
Tam wznawiamy pracę, nad opowiadaniem, a w sumie książką, o dziewczynie, która dąży do tego, aby znaleźć i zemścić się na zabójcach lub porywaczach swoich rodziców. Przyokazji, odkrywa mroczne sekrety swoich przodków. Niedługo skończę przepisywać drugą część prologu (Już wczoraj zaczęłam), a w trakcie pisania jest trzecia. Tak, ten prolog jest długi, trzeba przyznać, ale liczę na pozytywny odzew ^^

No dobrze... Ciekawostki! Dzisiaj mogą być one bardziej negatywne.

1. Jestem osobą bardziej introwertyczną, choć pewnie można mnie uznać za abswertyka.. poniekąd.
[właściwie to takie combo - nieśmiały introwertyk, a do tego pesymista o czym będzie niżej]

Zaskoczeni? Myślę, że nie, a przynajmniej nie powinno to dziwić większość osób. Mogę sprawiać czasem wrażenie roześmianej optymistki, osoby wygadanej i wręcz przepełnioną radością z otaczającego mnie świata. Faktycznie, czasem jak mam dobry humor, to tak się trochę zachowuję, a jak zacznę się śmiać, to nie raz nie mogę przestać, aczkolwiek nie zawsze i nie przy każdym - to bardziej moje zachowanie w wąskim, dobrze znanym gronie lub właśnie na portalach takich jak blogspot.. W większym gronie ludzi, czy w miejscu, gdzie jestem bardziej.. "na widoku" odzywa się moja nieśmiałość, która nie pozwala mi się przełamać, szczególnie przy nowo poznanych osobach.
Do tego nie przepadam za rozmowami w zbyt dużym gronie ludzi, 4-5 może być (o ile znam te osoby tak lepiej..). Czemu? Właściwie nie wiem.. Może to to, że nie lubię się zbytnio "przekrzykiwać", wpychać w rozmowy, a im więcej osób, tym więcej różnych myśli, każdy zaraz ma coś do powiedzenia.. a Jessik siedzi i słucha.. Niezbyt komfortowo mi też, gdy czuję na sobie wzrok tylu osób..
Tak samo jest z dużymi imprezami (nie mówię tu o dyskotekach szkolnych, choć jakbym miała być sama to wrr..). Przykładowo festyn, na którym byłam kiedyś z ciotką, wujkiem i bratem. Na początku byłam pełna energii, nawet mi się tam podobało, mimo że nie miałam zbytnio co tam robić (natomiast mój brat bawił się na dmuchanych zjeżdżalniach itd). Niestety po, zaledwie kilkunastu minutach, miałam dość, źle się tam czułam, już nie mówiąc o moim kompletnym braku zainteresowania, ale później jak pojechaliśmy na lody oraz do Mack'a to czułam się lepiej. Po prostu ta ulga, gdy opuszczałam ten teren.. nie do opisania.
Może i można uznać mnie poniekąd za osobę aspołeczną..


2. Kooochaaam kaptury! ❤.❤
Najbardziej bluzy z kapturami, jak są czarne to już idealne. Dlaczego? Dzięki nim mam ograniczone pole widzenia po bokach. A co się z tym wiąrze?  Jestem taka psuedo bezpieczna, odcięta od reszty ludzi, z którymi nie mam ochoty zamienić słowa, czasem nawet "cześć...". Zawsze taka myśl - "może mnie nie rozpozna.." (Zaleciało emo ;=;)


3. Podobają mi się niektóre rany i blizny.
Od w sumie nie tak dawna, gdzieś pomiędzy końcem lipca, a początkiem sierpnia objawił mi się właśnie taki fetysz do blizn i wszelkiego rodzaju nacięć, o ile nie ma tam zbyt dużo krwi. Oczywiście nie wszystkie, tylko te mniejsze i nie na twarzy. Najzwyczajniej uważam, że na swój sposób mają swój urok, chodź niekiedy mogą przypominać chwile naszych słabości... Skąd mi się to wzięło? Dlaczego? To dziwne, chore, mam tego świadomość, ale pojęcia zielonego nie mam od czego. Mogę mieć tylko przypuszczenia, ale nie koniecznie trafne...


4. Jestem poniekąd pesymistyczna. Kolejna rzecz, która ściśle łączy się z punktem 1., a szczególnie z moim wycofaniem i nieśmiałością. Ale nie tylko, do tego dodać można również małą wiarę w siebie i swoje możliwości. W większości przypadków, gdy coś mam zrobić na pierwszym planie zawsze są minusy, coś co może się nie powieść. Niekiedy nawet snuje swoje czarne scenariusze. Po prostu mam zjebany tok myślenia i czasem wole się nie odzywać niż powiedzieć coś totalnie bezsensu...

Przykład: Mam spotkać się z nową osobą, twarzą w twarz, fakt dokonany:
- Przecież jestem nudna... O czym z nią gadać?
- Jestem zbyt nieśmiała! Omg, nie dam rady!
- A co jak nie spodoba jej się mój charakter
- Boże... Jak ja wyglądam!!
- Mój ryj na pewno wzbudza falę śmiechu
- A co jak nie znajdzimy wspólnych tematów..?
- Agh.. moje pojęcie na temat filmów i seriali jest takie marneee... Jaka jest szansa, że czyta książki..?
- A może to jakaś typowa sucz?
- Aaa jak mnie wyśmieje, przecież jestem taką tępą idiotką..

Powiedzmy, że to taki przykład.. Oczywiście w zależności od osoby, sytuacji wygląda to inaczej.. odzywa się ta moja mieszanka emocji.
 (Wznieć we mnie mały płomyk, a strzelę niczym wodór, ale nie wiem czym. Płaczem? Złością...? - nie ma jak porównania do chemii...)


Żeby nie było, że każda jest taka dołująca...

5. Czasem lubię słuchać muzyki klasycznej, szczególnie jak gdzieś w tle pojawia się wiolonczela lub skrzypce, ewentualnie inne instrumenty smyczkowe (Widzicie, nie tylko rockiem żyje ^^). Sprawdza się do nauki, jest spokojna, nie rozprasza mnie i nie chce mi się przy niej skakać i szaleć, jak wczoraj gdy do zadania z histy włączyłam "Fallen angels". Z początku zaczęłam drzeć mordę, a ostatecznie wstałam i mnie poniosło... Dzwięki skrzypiec mnie uspokoiły.
W tym momencie, aż zatęskniłam, za grą na tym instrumencie. Szkoda, że już zapewne mało co pamiętam...


No to ten... To był ostatni punkt. Tak mi się na szczerość zebrało, nie sądziłam że będzie taki długi, jak na zwykłe fakciki o mnie.
Nie długo postaram się dodać, moje rysunki i krótkie recenzję niektórych książek, które przeczytałam na wakacjach. A co najważniejsze... JULKA KONCZĘ KOSOGŁOSA XD
To wszystko, spokojnego i przyjemnego weekendu wam życzę!

Music:




Papa
~Jessu Karola

wtorek, 28 czerwca 2016

Trochę o mnie! #1

Witam ponownie!
Dzisiaj miałam dodać tłumaczenie jednej z piosenek Black Veil Brides, ale jeszcze nie mam przetłumaczonej jednej zwrotki, a chce odetchnąć pisząc jakiś wpis, taki bardziej na luzie. Jutro albo dzisiaj wieczorem tłumaczenie się pojawi, tak zgaduję, chodź nie jest ze mnie żaden tłumacz, a robię to.. chyba bardziej dla samej siebie? Jakby próba lekkiego poszerzenia swojego zasobu słówek, który jakby nie patrzeć jest ubogi.. więc no, jakieś super to nie będzie, ale staram się nie tłumaczyć tego dosłownie..! (Mimo, że na staraniach może się skończyć)
+ Moje nocowanie u koleżanki się przesunęło, bo mama zabrała mnie do ciotki, gdzie się zasiedziała, a później wzięła ze sobą jeszcze kuzynkę na noc.Także muszę jakoś cały dzień wytrzymać z tą małą małpą i świnką Pepą. Nie wiem czemu, ale już zdążyła mnie zaciągnąć do rysowania, bo "ładnie rysuję"? XDD? A dzisiaj wyciągnęła plastelinę i cały czas chciała, żebym lepiła kangura, którego rozwalała za każdym razem... ☺️
Tak więc może kilka ciekawostek o mnie? Myślę, że może być ciekawe, może... Ta.

1. Kocham lakiery do paznokci!
O ile jakoś nie szczególnie się maluję to lakiery uwielbiam! Najbardziej czarny i biały *o* Zawsze maluje sobie wtedy na jednym paznokciu łapkę kotka. Miau!



2. Kocham kolory, wszyyyystkieeee!
Pamiętam, że jak byłam młodsza nigdy nie mogłam się zdecydować na jeden, co może zostało mi trochę do teraz. Chociaż jednak obecnie preferuję ciemne barwy.
Jako 5-6 latka zawsze jak coś rysowałam to było tęczowe, np. Sukienka księżniczki, co niezbyt odpowiadało zazwyczaj moim rówieśniczkom. Pamiętam jak raz podczas takiego wspólnego kolorowania skończyłam w osobnym stoliku. Ups..? Do dzisiaj nie potrafię zrozumieć, o co im chodziło. Nie trzymałam się jakiegoś "schematu"? Dany obiekt musi mieć JEDEN kolor? Nie mogę puścić swoich wodzy fantazji i dorobić linii tam, gdzie jej nie ma?



3. Jak miałam 5-6 lat jarałam się jeżami, bo mój tata znalazł jednego chyba w garażu i trzymał go przez jakiś czas. A ja zawsze przychodziłam i patrzyłam jak jadł jabłka.
W sumie nie pamiętam, co później z nim się stało. Raczej wypuściliśmy go na wolność.



4. Gdy byłam w drugiej klasie, ciotka nazywała mnie landryną, bo uwielbiałam różowy i fioletowy, ale głównie różowy. No i miałam duuużo różowych ubrań, z czego potem prawie wszystkie poszły do oddania gdzieś.. tam..



5. Uwielbiam zapach nowych książek.
Może też, dlatego wolę mieć swoje niż pożyczone z biblioteki, ale i tak główny powód jest taki, że lubię wracać do niektórych książek, choćby i fragmentów.. No i nic tak nie cieszy oka jak własna półka pełna książek (.. albo półki).


Może kiedyś dam więcej. Teraz mykam, żeby bateria mi wytrzymała cały dzień.

MUZYKA
Żeby was nie zamęczać jednym zespołem...

Papa :3