Czuję się jak zakłamany kłamca.
Mamy już koniec czerwca, a ja dalej nie zrobiłam nic w kierunku ani:
- opowiadań
- wpisu o wycieczce
- wpis z imvu
Czy chociażby nawet nie zabrałam się za żaden z rysunków. To znaczy, rysowałam coś, ale za każdym razem uznawałam, że jest okropne, a następnie praca lądowała w koszu...
Jedyne miejsce, gdzie za cokolwiek się zabrałam to blog WKK. LINK!
Może się poprawie... może..
Postanowiłam zrobić kolejny wpis na temat internetowej przyjaźni.
Ale to nie będą znowu. wypociny o tym, że nie każda poznana osoba musi być pedofilem, że mimo kilometrów, ta przyjaźń jest dużo, dużo trwalsza... nie.
Już raz coś takiego pisałam, dlaczego miałabym się powtarzać? Co nowego bym niby wniosła? Tego jest pełno w internecie, a ja postanowiłam oddać tu cząstkę siebie, swojej historii, a każda historia jest na swój sposób wyjątkowa.
Nie robię tego wpisu bez powodu, od tak bo się nudzę. Bo nie mam o czym pisać. Przecież mam. Jest tyle rzeczy, które chciałabym umieścić na tym blogu, ale nie potrafię się w sobie zebrać.
Trochę jak wczoraj pod drzwiami do pokoju moich rodziców. Zacięłam się i koniec. Dalej nie pójdę...
Właśnie...
Wczoraj razem z Wiktorią i Julią postanowiłyśmy uczynić krok do przodu w kierunku naszego spotkania.
Kolejny krok naprzód w naszej przyjaźni.
Już nawet nie wiem, który to. Było ich wiele.
Począwszy od zakładania dla siebie różnych portali (GG, ask, momio...).
Dodaniu się na facebook'u, a na wczorajszej rozmowie kończąc
Można to nazwać zarazem czymś pięknym, ale też niezwykle stresującym. Nawet przed egzaminem gimnazjalnym tak się nie bałam.
Najzabawniejsze jest to, że ten cały strach był niepotrzebny, a całe "ukrywanie" z tym przez 3-4 lata bezsensowne.
Ale zanim zacznę się na ten temat wywodzić, może opowiem jak to było...
(Posłużę się trochę tym, co już pisałam na asku).
Były może miesiąc, a może dwa do końca roku, kiedy my już zaczynałyśmy ustalać, że musimy się spotkać na wakacjach, a w tym celu musimy powiedzieć w końcu z rodzicom.
Rzecz jasna to był problem tylko mój i Julii. Mama Wiktorii wiedziała już od jakiegoś roku, a ta nalegała ją na spotkanie pewnie nie raz.
Pozostałyśmy my takie dwie, które kompletnie nie wiedziały jak się za to zabrać. Jak zgadać? Od czego zacząć?
Co, jeśli tego nie zaakceptują? Co, jeśli zabronią nam ze sobą pisać? A, jeśli nas wyśmieją? Będą chcieli sprawdzić nasze galerie, konwersacje? Jeśli nasze relacje jeszcze się pogorszą?
Do tego wciąż miałam w głowie słowa mamy, które niezbyt mnie zachęcały do tego.
"Ty z nikim już nie rozmawiasz. Chyba tylko z telefonem"
A na podstawie tego dorabiałam sobie własną wersję zdarzeń. Jak może na to zareagować...
np. "To tutaj sobie nie możesz przyjaciół znaleźć? Zawsze tylko z nosem w komórce i do ludzi nie wyjdziesz. Z nikim już nie gadasz."
Nie podobała mi się wizja tej rozmowy. Za każdym razem, gdy ją sobie wyobrażałam to odnosiłam wrażenie, że uzna mnie za nienormalną, jeszcze bardziej niż już czasem mnie ma. Czułam, że przy dziewczynach będzie milutka, a później czeka mnie "poważna rozmowa", która dobrze się dla mnie skończy.
Próbowałyśmy też zrobić coś na "spontanie". Jedna drugą wyganiała, gdy razem rozmawiałyśmy na Skypie: "Idź po mamę.", "No Julka idź", "Przyprowadź tatę", "Zobaczą, że nie jesteśmy pedofilami"...
Oczywiście to nie miało szansy na powodzenie. Albo za bardzo się wstydziłyśmy, albo pojawiały się inne "komplikacje".
I tak mijały tygodnie, a stres rósł, bo wiedziałyśmy, że na tych wakacjach musimy powiedzieć. Najlepiej na początku. Potrzebowałyśmy tylko dobrego pomysłu: W jaki sposób im o tym powiedzieć?
Zadając sobie to pytanie, błyskotliwa Jessie wpadła na pomysł. A gdyby tak, przyprowadzić rodziców i zadzwonić? Trzy razy tak! Wniosek przeszedł!
Był to ostatni tydzień szkoły. Wtedy nie odczuwałam tak jeszcze tego lęku. Zmieniło się to po zakończeniu, gdy zaczęłyśmy więcej o tym pisać. Mój żołądek z każdym dniem wyczyniał coraz to większe akrobację, zapętlał się aż ostatecznie powstał z niego taki supeł. Gdybym miała to zobrazować to wstawiłabym tu zdjęcie słuchawek od telefonu, po całym dniu trzymania w kieszonce.
Za każdym razem, gdy pojawiała się wzmianka o rozmowie z rodzicami ręce się trzęsły. Ha! chciałabym, żeby to były tylko ręce. Czasem trzęsłam się cała, jakby w moim pokoju zaczęła spadać nagle temperatura.
Ale też momentami czułam, jakby moje serce dostawało skrzydeł i samo chciało przelecieć wszystkie kilometry dzielące mnie z przyjaciółmi. Wznosiło się wyżej i wyżej, tylko po to, żeby zaraz upaść i z impetem uderzyć o ziemię. Ta z kolei przypomniała mu, żeby nie robiło sobie na darmo nadziei.
Już sama nie wiedziałam czego chce. Wszystkie emocję się ze sobą zlewały: radość, strach, stres, podekscytowanie...
Wmieszały się w to jeszcze: zauroczenie, przybicie, zawód...
BYŁAM JAK WIELKA BOMBA EMOCJONALNA ;-;
Tik-tak, tik-tak... Kiedy Jessika wybuchnie?
Czym ostatecznie wybuchnie?
To było naprawdę przedziwne uczucie. Takie łaskotanie w sercu, trochę jak podekscytowanie. Nie mogłam się doczekać. Bardzo chciałam to zrobić, ale z drugiej strony jeszcze bardziej się bałam.
Kiedy jechałam na imieniny babci, moje serce chciało wyskoczyć mi z piersi. W głowie miałam tylko ten dzień, tą jedną rozmowę. Tego dnia miałam wrażenie, że co by mi nie podali to zaraz wróci na talerz..
POCZĄTEK DNIA OSTATECZNEGO:
Wstałam i...
Przywitał mnie niewielki spam od dziewczyn. Wniknęło z tego tyle, że rozmowa może się przesunąć, o trzy lub nawet cztery dni, o ile nie bardziej.
Wstyd mi się przyznać, ale poczułam swojego rodzaju ulgę. Mentalnie wciąż nie byłam na to gotowa. Moje zaufanie do mamy leży tak głęboko pod ziemią, że nie wyobrażałam sobie tej rozmowy zakończonej pomyślnie.
Jednak szybko sytuacja się "poprawiła". Rodzice wrócili wcześniej.
Musiałyśmy zacząć się przygotowywać.
Oczywiście miałyśmy nawet swój plan rozmowy...
- Przedstawiamy się
- Mówimy im, gdzie się poznałyśmy
- Co to za strona (ewentualnie co to rp)
- Później pytamy, czy chcą wiedzieć dokładniej, a w razie odpowiedzi twierdzącej:
- Juls opowiada o tym, jak grałyśmy pod różnymi nickami i właściwie się nie znałyśmy
- Ja mówię o stadzie lwów i pewnie początkach watahy
- Wiku mówi o "etapie 3 i 4", czyli o watasze oraz całej reszcie
- Ewentualne pytania
- Mówimy, że chcemy się spotkać
- Proponujemy im wspólną rozmowę i zostawiamy samych
Razem z Julką przez ten czas umierałyśmy, wymyślałyśmy jak zginąć. Nawet pytałyśmy chłopaków, którzy lekką mówiąc, mięli nas trochę... gdzieś. Qu oglądał anime, Disza głównie pieprzył o budowlance...Super..
Ledwo się trzymające poszłyśmy na osu...
GODZINA OSTATECZNA:
Musiałyśmy już iść po rodziców. Nadszedł ten czas. Dochodziła osiemnasta, godzina naszego prawdopodobnego zgonu.
Spanikowałam. Wciąż nie byłam na to przygotowana, a z nerwów zaczęłam sobie żartować. Chyba przez śmiech chciałam pozbyć się strachu, rozluźnić się... eh. Jak przyszło co do czego, nie pomogło.
Poszłam na górę. Miałam nadzieję, że rodzice będą tam oboje. Pomyliłam się, dlatego stanęłam przed drzwiami jak wryta z telefonem w ręku i nie wiedziałam co dalej.
Sama nie potrafiłam posłuchać swoich własnych rad.
Pamiętam jak serce łomotało mi jak oszalałe, a nogi miałam jak z waty. Słabłam na schodach... z nerwów. Byłam pewnie bledsza od ściany na korytarzu...
Wolałam uciec niż odwiedzać smoczą pieczarę, ale też chciałam tam wejść i mieć to już za sobą, jednak miałam jakąś blokadę. Nawet jeśli znalazłabym się już w środku to pewnie nic bym z siebie nie wykrztusiła i poszukała jakiejś wymówki...
Więc ustaliłam, że poszukam najpierw taty, a jego wyśle do mamy.
Byłam pewna, że tata siedzi w swojej "pracowni".
Komórkę zostawiłam na bagażniku samochodu, a sama poszłam na "rozmowę".
Wyglądało to tak:
Jessu podchodzi... Otwiera drzwi, a przy tym jedną nogą odgania psa, żeby tam nie wszedł i woła.
Przychodzi tata... Patrzy na mnie wzrokiem "O co ci chodzi?", a ja nie przemyślałam tego i zaczynam się dukać.
J: *Patrze tak na niego* Możesz się ubrać i pójść po mamę?
T: Ale co chcesz?
J: N-no, bo chciałam, żebyście z kimś porozmawiali... *dukająca się ja*
T: *Patrzy na mnie jak na upośledzoną śmiejąc się* O co ci chodzi? Teraz?
J: No.. czekają..
T: *Po chwili męczenia idzie*
Gdy on poszedł po mamę, ja zeszłam na dół do komputera, żeby odebrać. Byłam spięta. Przed sobą miałam tylko Wiktorię i jej mamę. Musiałyśmy czekać na Juls.
Ja. W jednym pokoju. Z rodzicami. Oni nie mieli pojęcia, co ja odstawiam. Tym większy stres.
W końcu poprosili mnie do kuchni, żądając więcej wyjaśnień, a że ja wciąż byłam owładnięta stresem to zbyt wiele też im w sumie nie powiedziałam.
"To jest Julia. To Wiktoria. Julia jest z Łodzi, a Wiktoria z okolic Mielca. Znamy się trzy lata i chce spotkać" ~ tyle dowiedzieli od jąkającej się dziewczyny
Byli roześmiani.
Tata stwierdził, żebyśmy sobie planowały i poszli na górę.
...
Cała ta sytuacja właściwie śmieszyła nie tylko moich rodziców.
Z rodzicami Julki było podobnie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak... Co tu więcej opowiadać?
Może nie wszystko poszło po naszej myśli...
Co ja piszę? Właściwie nic nie poszło tak, jak sobie to zaplanowałyśmy, a mimo to rozmowa zakończyła się pomyślnie.
Chociaż liczyłam, że jednak usiądą, porozmawiają sami ze sobą. Być może nawet lepiej się poznają, a dzięki temu, prędzej się spotkamy we trzy. Jednak dla nich ta rozmowa była czymś zbędnym.
Naszej historii również nie poznali. Trochę to przykre, bo ona sama w sobie jest piękna
No cóż.. nie można mieć wszystkiego.
Zaakceptowali naszą przyjaźń. W kwestii spotkania nie było stanowczego "nie", a to chyba najważniejsze. Prawda?
Naprawdę nie było tak źle, jak każda z nas to sobie wyobrażała.
Cały strach, stres... wszystko to było zbędne.
Śmiesznie, nie?
Nie wiem czy ta historia, a raczej jej krótki i nieudolnie spisany fragment mogłyby by komuś pomóc.. czy nauczyć czegoś...
Nie powiem wam przecież "Nie bójcie się, bo nie ma czego".
Stres zawsze będzie.
Każdy rodzic jest inny.
Każdy może inaczej zareagować.
Zawsze jest się czego bać... Ludzie boją się nieznanego.. To.. naturalne..
Zaczynam już mówić od rzeczy...
Po prostu.. Starajcie się nie przejmować aż tak ich reakcją, bo tak właściwie nawet jakby chcieli to nie dadzą rady zabronić wam ze sobą pisać.
Jest mnóstwo portali społecznościowych.
Gier.. a jeśli znacie się długo to pewnie macie zapisane gdzieś swoje numery, więc... takie zakazywanie nie ma sensu.
Powiedzą wam, żebyście usunęli facebook'a? I tak założycie nowe.
Zmienią wam numer? Bezsensu.. Strata czasu...
Chociaż właściwie sama dalej nie wiem jak to się potoczy.
Zgodę na spotkanie wyraził tylko mój tata, natomiast mama chyba wolała zapomnieć o sprawie. Jak na razie nie wspomniała nić.
Po całej "akcji" jedyne co od niej do końca dnia usłyszała to: "Daj psu wody". Tyle..
Yhm, a ten śmiech wyglądał bardziej jak "Moje dziecko zwariowało! Pomocy, bo nie wytrzymam. Chyba upadła na głowę!"
Mimo to jestem pozytywnych myśli. Pierwszy raz, aż tak bardzo w coś wierzę.
Powiedzieli, żebyśmy same planowały? Challenge accept <3 !
"Kiedyś poznałam cię przez przypadek.
Teraz chcę, żebyś przez przypadek został w moim życiu na zawsze"
"Przyjaciółki to takie dwie idiotki, których nikt nie rozumie... A one rozumieją się nawet bez słów!"
"Blisko czy daleko
SIOSTRY
Zawsze zostaną połączone sercem"
Trzymajcie się!
~ Jessu Karola


























